h-beta

konik

Stwierdziłam, że historyjkę warto okrasić obrazem.
„Kuń jaki jest każdy widzi…”, ale na widok cen niektórych „bujo-zwierzów” ciśnienie w gałkach ocznych gwałtownie wzrasta.
W naszym przypadku nie udało się stłumić wzbierającej żądzy posiadania kunia. Rozwiązanie przyszło nieoczekiwanie.Zdybałam raz kątem oka pana niosącego na śmietnik starego konika i zagaiłam: „to ja bym przygarnęła tę chabetę”. I tak powstała kunia wersja druga (czyli h-beta), własnoręcznie przeze mnie wyrychtowana. Szkapina została wyprana, dostała nowe siodło, a i oczko (co się odkleiło temu misiu) wróciło na swoje miejsce. Pierworodny piszczał z zachwytu, ale nie powiem, żeby konik był okupowany dzień i noc. Na razie służy bardziej do przytulania niż do ujeżdżania.

Kategorie: Illustration